Stanowisko starosty gnieźnieńskiego Krzysztofa Ostrowskiego na temat artykułu autorstwa red. Krzysztofa Łukasika pt. ,,Trudno zostać dyrektorem’’, który ukazał się dn. 11. lipca 2008 w ,,Przemianach na Szlaku Piastowskim’’.

Komentarz autora w podtytule ,,Czy ktoś gra na remis’’ zawiera wiele ocen tendencyjnych, często wręcz nieprawdziwych, krzywdzących moją osobę. Zazwyczaj nie zajmuję stanowiska w sprawie artykułów prasowych, jednak w tym przypadku ze względu na wagę sprawy (sprawy oświatowe należą do najważniejszych zadań samorządu powiatowego oraz są bliskie mojemu sercu) postanowiłem zabrać głos.

A teraz fakty. Dyrektora placówki oświatowej wybiera komisja konkursowa. W jej skład wchodzi 12 osób, z czego tylko trzy deleguje organ prowadzący (w przypadku szkół ponadgimnazjalnych starostwo). Kandydata, który wygrał konkurs powołuje na stanowisko dyrektora organ prowadzący – tj. zarząd powiatu, a nie starosta jednoosobowo, po zasięgnięciu opinii rady pedagogicznej oraz kuratorium. Ewentualne zastrzeżenia kuratorium są dla zarządu wiążące i uniemożliwiają powołanie kandydata (tak było w przypadku H. Zandera w konkursie na dyrektora ZSP nr 3). Dopiero w razie dwukrotnego nierozstrzygnięcia konkursu zarząd powiatu ma prawo wskazać kandydata.

W trakcie obecnej kadencji powiatu odbyło się 9 postępowań konkursowych na stanowiska dyrektorskie w szkołach ponadgimnazjazlnych. Przed każdym z nich zarząd powiatu, będąc wypadkową koalicji PO PiS i Ziemi Gnieźnieńskiej uzgadniał wspólnego kandydata na stanowisko dyrektora (z jednym wyjątkiem). Nieprawdą jest więc, że ,,w środowisku nauczycieli gnieźnieńskich panuje przekonanie, że po stanowisko dyrektorskie może sięgać osoba, mająca pełną akceptację starosty. Wszyscy inni są skazani na niepowodzenie, co pokazały konkursy z ostatnich dwóch lat’’. Kandydaci popierani przez zarząd powiatu mają akceptację nie tylko starosty, lecz także pozostałych koalicjantów (zdarzało się też, że przegrywali).

Nieprawdą jest też, że ,,przedstawiciele starostwa i kuratorium (po trzy osoby) zawsze głosują jednolicie przeciwko reprezentacji rodziców, nauczycieli i związków zawodowych (po dwie osoby). Głosy rozkładają się zwykle 6:6 co pozwala staroście wskazać swojego kandydata.’’ Taka sytuacja miała miejsce tylko w jednym przypadku, a nie zawsze. Jest to zresztą bardzo niekomfortowa sytuacja dla mnie osobiście i dla zarządu. Jest zdecydowanie lepiej, kiedy to komisja konkursowa, a nie zarząd powiatu wskazuje kandydata na stanowisko dyrektorskie.

Nie jest też prawdą, że ,,Wynik konkursu jest z góry wiadomy, ponieważ pan starosta przed konkursem rozmawia z kandydatem i oznajmia mu, czy widzi go na tym stanowisku’’. Nie mam takiej mocy sprawczej, co wynika z prostej arytmetyki składu komisji konkursowej oraz z konieczności ustalania kandydata z koalicjantami.

Całkowicie błędne są wnioski, jakie przytacza czytelnikom p. redaktor K. Łukasik na zakończenie swojej analizy ,,takie postępowanie, czyli gra na remis powoduje, że dyrektorami szkół zostają osoby uzależnione od starosty. Tracą na tym szkoły, bo ich dyrektorzy zamiast myśleć o strategii rozwoju placówki dbają o przypodobanie się staroście. ‘’ Akurat jest dokładnie odwrotnie. Zależy mi, aby dyrektorami szkół zostali najlepsi z najlepszych, osoby przygotowane merytorycznie, zdolne do samodzielnego działania i podejmowania decyzji.

Powinien Pan wiedzieć, panie redaktorze, że w mojej kadencji odstąpiliśmy od wątpliwej zasady przedłużania dyrektorom kadencji o rok czy dwa lata na rzecz twardej reguły ogłaszania postępowania konkursowego. Zależy mi bardzo na odpolitycznieniu szkół, na tym, aby wygrywali możliwie najlepsi kandydaci. Niech dowodem na to będzie fakt, że w żadnym z postępowań konkursowych dyrektorem nie została osoba, będąca członkiem lub w bliski sposób związana ze Stowarzyszeniem Ziemia Gnieźnieńska.